Debiut w RMCH

Rozmawiamy z Agnieszką Bohosiewicz Gabrowską i Marcinem Gabrowskim, którzy na urlop w tym roku wybrali się na … Rallye Monte Carlo Historique!

RR: Skąd pomysł na udział w RMCH? 

M: Jesteśmy związani ze środowiskiem klasycznych SAABów, gdzie legenda Erika Carlssona i jego wygranych jest świetne znana. “Mr Saab” wygrał rajd Monte Carlo w latach 1962 i 1963. 

A: Słuchałam wielu relacji, jakim trudnym logistycznie rajdem jest RMCH i uznałam, że to po prostu ciekawe wyzwanie. Układanie planu, zrobienie sensownego budżetowo wyjazdu, chcieliśmy się z tym zmierzyć. 

RR: Wspomnieliście o Carlssonie, ale finalnie startowaliście… Porsche? 

M: Tak, nasz ulubiony SAAB 96v4 to świetne auto, ale czuliśmy, że  musielibyśmy włożyć ogrom pracy w dostosowanie go do wyzwań tego rajdu. Jest to świetnie zachowany wóz. Trochę szkoda byłoby go teraz, aż tak modyfikować. V4ki przygotowane do rajdów, ze wzmocnionymi silnikami, oczywiście istnieją, ale jest to już spory projekt. Uznaliśmy, że poszukamy innego pojazdu i tak padło na Porsche 924 Turbo z 1979 roku. Co prawda nie było to łatwe zadanie, ale odpowiednio wcześniej zaczynając, wszystko udało się fajnie zgrać w czasie.

RR: Opowiedzcie zatem trochę o Waszych przygotowaniach. 

A: Regularnie jeździmy całą rodziną na różne wyprawy naszymi samochodami. Planowanie tras, noclegów, atrakcji to dla nas też duża przyjemność. Z trasami RMCH zapoznawaliśmy się bliżej m.in. w trakcie jednego z zimowych wyjazdów wakacyjnych. Skorzystaliśmy w tym celu z duńskiego roadbooka z jednej z poprzednich edycji. 

M: Porsche przejeździliśmy sezon 2022 w regularności i nie tylko. Dzięki temu udało się nam dotrzeć z maszyną i sprzętem pomiarowym, który wybraliśmy. Dodatkowo, co się miało zepsuć to się popsuło. Z Rallye Praha Revival wracaliśmy…. lawetą, niestety ukręciliśmy półoś. Innym razem urwała się śruba mocująca alternator. A kiedy indziej rozszczelnił układ olejowy. Wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to i tak nie ma nic wspólnego z wyzwaniami RMCH, gdzie zdarza się, że jedziesz 20 km pod górę na serpentynach operując głównie gazem na drugim biegu. Nie bez powodu zakłada się dwukrotnie wyższe spalanie, niż typowe dla auta. Nie wspomnę już o układzie chłodzenia, który musi być gotowy na 120%.  🙂

A: Sprawdzaliśmy różne roadbooki i jak wygląda w nich opis. Organizatorzy RMCH dostarczają opis trasy, ale nie w postaci książki drogowej. Pozostaje wybór: zrobienia swojej albo skorzystanie z jednej z ekip, które takie tworzą. My wybraliśmy tzw. duński roadbook. Najbardziej nam pasował. Wcześniej analizowaliśmy też norweski czy francuski produkt. Jednak skandynawski najlepiej leżał w rękach.

RR: Wakacje zaliczone rok wcześniej ale tutaj też trzeba chyba trochę czasu poświęcić na ten rajd? 

M: Tegoroczna przygoda zajęła nam 2 tygodnie. Po prostu zrezygnujemy z innego urlopu w tym roku. A uczciwie mówiąc, to podzielimy go na kawałki. Ponadto nasze córki – Julia i Joanna w tym roku kończą ósmą klasę, więc to w sumie dobrze się składa. Wakacje to będzie dla nich czas wyborów i uwagi na inne sprawy niż wyjazdy wakacyjne.

A: Naszym domowym celem było, aby tak ustawić logistykę, żeby nie generować zbędnych kosztów. Dodatkowe noclegi, które były nam potrzebne w Gap, Turynie i Valence, zarezerwowaliśmy już w październiku. Było w czym wybierać w bardzo sensownych cenach. Dzięki temu mieliśmy świetne mieszkanie w kamienicy 3 minuty spaceru od parc ferme w Valence. 

M: Na start w Turynie pojechaliśmy wypożyczoną autolawetą. Zostawiliśmy Porsche w siedzibie Turyńskiego oddziału Automobile Club D 'Italy. Włosi byli bardzo przejęci organizacją startu ze swojego miasta. Z zostawieniem auta u nich nie było problemu, a nawet gdy w końcu u nich zawitaliśmy, to szef organizacji osobiście sprawdzał na miejscu, czy wszystko jest OK i czy niczego nam nie brakuje.

RR: W jakim celu zostawialiście auto w Turynie?

A: Uznaliśmy, że chcemy mieć lawetę bliżej rajdu. Więc po zostawieniu Porsche w Turynie, zawieźliśmy autolawetę do Nicei. Następnego dnia wróciliśmy do Turynu pociągiem. Przy okazji mieliśmy trochę czasu na spokojny spacer bulwarem wzdłuż morza, kawę na plaży Lazurowego Wybrzeża itp.

RR: Czy Porsche wymagało jakichś specjalnych modyfikacji? 

M: Modyfikacje wynikały głównie z rozsądku. Wyposażyliśmy auto w klatkę bezpieczeństwa zgodną z epoką, sportowe fotele i pasy 4 punktowe, a także centralne odcięcie zasilania oraz dodatkowo reflektory dalekosiężne. Ponadto wszystko co eksploatacyjne, poszło świeże. Modyfikacje układu chłodzenia czy hamulcowego to osobna kwestia. Generalnie miał być to samochód w wariancie “tym wzmocnionym”.

RR: Jak ze sprzętem pomiarowym? 

A: W sezonie 2022 jeździliśmy już z komputerem Chrisartecha, francuskim rozwiązaniem, które robi się coraz popularniejsze. Sprzęt bardzo nam odpowiadał i spełniał wszelkie wymagania dotyczące konfiguracji oraz wprowadzania korekt na bieżąco w trakcie rajdu. To co najważniejsze, to świetny kontakt z Christophem, producentem i twórcą sprzętu oraz wiedza jaką się dzielił. Przed rajdem tworzył specjalne grupy do komunikacji oraz aktualizacji oprogramowania. Świetnie się współpracowało. 

W trakcie rajdu także dużo wymieniliśmy uwag odnośnie pomiarów czy konfiguracji z kolejną polską załogą – Postawka / Postawka. Staszek z Anią również pierwszy raz jechali z tym komputerem w tym rajdzie. Wspólnie udawało się dojść do tego jakie ustawienia sprawdzają się najlepiej.

RR: No dobrze, sprzęt jest, noclegi zaklepane, roadbook gotowy… Rajd jest jednak długi i przydałby się jakiś lotny serwis? 

A: Chcieliśmy mieć wsparcie, ale jednocześnie zależało nam na optymalnej organizacji. Z pomocą przyszły Social Media. Na grupach dedykowanych RMCH daliśmy ogłoszenie (po francusku), że poszukujemy francuskiego mechanika…. I tak poznaliśmy Remiego.

M: Remi, a raczej już Remigiusz 🙂 , świetnie się z nami zgrał i dla niego to też była świetna przygoda. Dostał od nas instrukcje serwisowe Porsche oraz zapas części. Ze swojej strony zbudował odpowiedni zapas. Na rajdzie nie ma dużo czasu na serwis, więc przygotowaliśmy się z nastawieniem, że zabieramy to co da się ewentualnie wymienić w 30-60 minut. Z Michałem z PorschePana w Polsce przejrzeliśmy główne elementy w aucie i zabraliśmy tylko to co spełniło te wymogi. Michał ma ogromne doświadczenie w Porsche 924. Sam też ściga się i to z ogromnymi sukcesami. Grubsza awaria i tak by nas wyeliminowała z dalszej jazdy. Drugą osobą, która sporo wkładu włożyła w przygotowania to Grzegorz Baran. Kierowca rajdowy, uczestnik Dakaru, ale też RMCH. Jego ogromna praktyczna wiedza bardzo pomogła. Koniec końców, Remi dbał o wymianę kół, tankowanie i takie bieżące wsparcie nas gorącą kawą. Ta doskonała współpraca wymagała jednak sporego czasu Agnieszki i Remiego, aby dobrze zaplanować typ serwisu oraz co najważniejsze miejsca. A nie ma co ukrywać, że czasy między PKC nie dawały sporo możliwości na pomyłki. Tu Remi i jego znajomość terenu procentowały. Sprawność działania i trzeźwe myślenie z jego strony bardzo pomagały. Przy okazji wypracowaliśmy sprawny system ustalania czego nam trzeba i gdzie Remi już na nas czeka.

 

A: Remi dostał od nas także nasze bagaże, ponumerowane etapami. W odpowiednich momentach wymienialiśmy z nim torby z ubraniami, które były odpowiednio opisane. Brzmi to dość zabawnie ale się świetnie sprawdziło. 

M: Na koniec rajdu Remi był bardzo zadowolony, że mógł z nami przeżyć tę przygodę. Nie ukrywaliśmy również z naszej strony, że gdyby nie jego praca, całość nie miałaby szansy pójść tak dobrze. Byliśmy po prostu zespołem. Odbierając od niego nasze rzeczy po rajdzie ciężko było wyjść z jego domu i wyrwać się z gościnności całej rodziny. Zawiązała się przyjaźń.

RR: Faktycznie zaplanowaliście wszystko 🙂 No dobra, to czas start i ruszyliście w trasę! Jak przebiegał dla Was sam rajd? 

A: Atmosfera rajdu jest świetna, to duże wydarzenie. Brakuje czasu na spokojne pogadanie z innymi zawodnikami, ale tych których udawało się poznać byli świetnymi towarzyszami przygody. Tak naprawdę to dopiero końcówka rajdu pozwoliła usiąść i pogadać. Ponieważ Monte Carlo skupia ludzi z całego świata, nagle zaczynasz rozmowy o tym, co ciekawego dzieje się w Portugali albo innych regionach. Zawodnicy chętnie opowiadają co mają w ofercie rajdowej na swoim terenie. My również nie omieszkaliśmy pochwalić się RetroCarpathia. 🙂

M: Jechaliśmy swoje, założenie mieliśmy aby rajd skończyć i to był priorytet. RMCH jest określane rajdem czterech pór roku i możemy to potwierdzić. Słońce, śnieg, sucho, lód, trzeba być gotowym na wszystko. Wiem też, że muszę jeszcze poćwiczyć jazdę w tych najtrudniejszych warunkach, bo pomimo przygotowań nie szło mi to dobrze. OS zweryfikowały to bez brania jeńców. Widać to po wynikach. Oczywiście można wyłączyć rozsądek i jechać na granicy nieznanego. Jednak nie zawsze człowiek ma tyle odwagi, a czasami po prostu umie sobie powiedzieć, że mam rok, aby podciągnąć się. 🙂

A: Czasy przejazdu etapów nie pozwalały na relaks. Zdążenie na PKC oznaczało, że na dojazdówkach też trzeba było trzymać mocne tempo jadąc po krętych, górskich drogach.

RR: Jak oceniacie rajd od strony organizacyjnej? 

A: Świetni wolontariusze! W każdym z punktów dużo pomocnych osób, widać, że wiedzą jak zapanować nad prawie 300 załogami. Na startach do etapów panowali nad kolejką i nie było nerwowego szukania swojego miejsca i zastanawiania czy zdążymy na PKC. 

M: Jedyny “korek”, bo czekaliśmy z dobre pięć minut, przy sprawach administracyjnych był przed wyjazdem na galę, gdzie czekaliśmy na autobusy z hotelu. Każdy punkt obsługi działał płynnie. W sumie ciężko było się zgubić, bo wolontariusze wyłapywali z tłumu zagubione osoby. 

RR: Finalny wynik spełnił Wasze oczekiwania? 

M: Zdecydowanie. Przede wszystkim osiągnęliśmy metę. Do tego wynik 106. miejsce na finalnie 232 sklasyfikowane załogi jest bardzo OK, jak na nasz pierwszy udział w tym rajdzie. Czuję, że na ten moment pojechałem maksimum swoich możliwości. Na tym sprzęcie na pewno można osiągnąć jeszcze lepszy wynik, ale muszę poćwiczyć jazdę na kolcu na lodzie ze śniegiem. Bardziej obawiałem się walki ze zmęczeniem. Tutaj dobrze byliśmy przygotowani. No i co najważniejsze, 44-letnie auto nie zawiodło. A to duże osiągnięcie.

A: Udało się to co planowaliśmy, logistyka i cały plan rajdu, złożony rozsądnie, a do tego świetne 2 tygodniowe wakacje. Jestem zadowolona. Trzeba tu wrócić za rok. Zresztą już się umówiliśmy z Remim, więc nieelegancko było by teraz się wycofać. 

RR: Gratulacje świetnej przygody i dzięki za podzielenie się wrażeniami 🙂

Rozmawiał: Jakub Strzemżalski
Zdjęcia: Jakub Strzemżalski, archiwum załogi


Jedna odpowiedź do “Debiut w RMCH”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *