Okiem debiutów: Łukasz Kokosiński i Bartosz Nagiel

Pamiętajcie panowie o tabelach z prędkościami na ertekach” – słyszeliśmy to zdanie przed rajdem kilkanaście razy, tak jak i to, że „najcięższą pracę podczas rajdu wykonuje pilot„. Każde z nich dwa lata temu brzmiało dla nas równie niezrozumiale jak problem braku praworządności czy rola neossędziów w wymiarze sprawiedliwości – bo przecież co może być trudnego w „ściganiu” się czterdziestoletnimi samochodami. Ściganiu, w którym nadrzędną regułą, jest poszanowanie dla zapisów ustawy prawo o ruchu drogowym. 

Już pierwszy dzień GPPPZ-tu pokazał, że w ściganiu się na przepisy i obowiązujące ograniczenia prędkości nie można oka zmrużyć

. Że trzymanie średniej prędkości na gminnej drodze jest zadaniem nie łatwym nawet za kierownicą współczesnego samochodu, z automatem, tempomatem i innymi matami na pokładzie. W szczególności wyzwanie to nabiera rumieńców gdy droga gminna wije się serpentyną ku górze, a głównej bohaterce naszej przygody z seryjnych 40 KM pozostało może ze 30, z których każdy regularnie się przegrzewał, systematycznie dostarczając spalin wprost przed fotele kierowcy i pilota.

W roli głównej bohaterki – zielona Skoda 105, bezapelacyjna złodziejka niezliczonej ilości uśmiechów i sentymentów użytkowników, którzy przemierzali nią w XX wieku przykurzone trasy demoludów. Najsłabsza w stawce, wyklęta przez zmarzniętych i przysypiających na punktach kontroli czasu sędziów, którzy z uśmiechem wyglądali na GPSie godzinę spóźnionej załogi. Załogi co to grzecznie i z gracją ustępuje pola rozpędzonym rywalom na próbach sportowych.

W swoim uporze i uroku, w pełni kompatybilna z załogą, kompensująca swoją mizerna formę motosportową, pogodą ducha i … czekoladkami:) Bohaterka, która pozwoliła swojej załodze poczuć się uczestnikami motosportu, z wszystkimi jego cieniami i blaskami.

Cieniem na pilocie kładł się od pierwszego kilometra rajdu fakt że Skoda przekłamywała obecnych na pokładzie wskazaniami swojego prędkościomierza i drogomierza. Szybko załoganci musieli wprowadzić lokalna definicje odległości i prędkości. „Nasze 70 km/h” równało się realnym 55 km/h, a na każde 1000 pokonanych metrów, pilot w czasie rzeczywistym nakładał ok 15% błędu w odczycie z drogomierza. Skutkiem tego „najcięższe zadanie” nie odstępowało pilota nawet na chwile, a błędy w nawigacji ostaną się anegdotami na lata.

Nie lżej motosport powitał kierowcę tej wybornej rajdówki – przyspieszenie w 19 s do setki, przy założeniu że setka nie była wówczas w ogóle osiągana, obdarłoby z rajdowych ambicji najspokojniejszego kierowcę. Tego konkretnego na szczęście nie zraziło, więcej nawet bo zainspirowało – do zmiany pojazdu na koleje edycje 🙂 Kolejne edycje w których znać już będzie limity swoje i bolidu. 

Temu czołgowemu przyspieszeniu, towarzyszyła także kultura prowadzenia się porównywalna do reakcji wózka sklepowego. A to wszytko w obliczu pierwszej prawdziwej „torowej przygody”. Za sprawą GPPPZ wielu regularnych kierowców ma możliwość poczuć zapach wyścigów i przejechać się po profesjonalnym torze, po którym na co dzień ścigają się  kierowcy, przez wielkie „K”, w swoich na poważnie (przez wielkie „S”) szybkich samochodach.

GPPPZ pozwala poczuć nie tylko wagę współczesnych regulacji dotyczących emisji spalin oraz realia w jakich podróżowali nasi rodzice i dziadkowie, ale także przypomina w jak pięknym kawałku świata mieszkamy, ukazując go śladem ponad 1000km starannie wyselekcjonowanych i nieoczywistych tras (bezdroży chwilami). Jest to okazja do zaznania emocji jakie niesie ze sobą ściganie się na torze, w szrankach samochodami, o których marzyli nasi ojcowie i dziadkowie. GPPPZ, jak rzekł by jego fundator, umie w piękne samochody, ale także umie w krajobrazy, umie w emocje, umie w niepodrabialny motosportowy profesjonalizm i przede wszystkim umie w świetnych ludzi i tworzony przez nich klimat.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *