Jeszcze przed rozpoczęciem rajdu, liczba polskich ekip udających się na start zlotu gwiaździstego tegorocznego RMCH, zmalała do trzech.
Z Turynu rozpoczęli udział w alpejskim klasyku reprezentanci Automobilklubu Beskidzkiego – Michał Kowalik i Bartosz Balicki, którzy na malutkie drzwi Triumph’a TR3A nakleili „duże 232”. Tak wysoki numer startowy bynajmniej nie świadczy o klasie zawodnika czy jego „stażu” w RMCH, a jedynie jest wyznacznikiem średniej prędkości z którą załoga pokonuje odcinki prób na regularność. Późniejsi zwycięzcy rajdu (również jadący z niską średnią), wystartowali z numerem 200 na drzwiach Alfa Romeo Giulia Ti.
Pozostałe dwie polskie załogi: nr 126 – Gabrowscy w Porsche 924 Turbo i nr 20 – Banaś/Chronowski w Lancii Beta Montecarlo, zdecydowały się na start z Monte Carlo, skąd w strugach deszczu wyruszyły na trasę zlotu gwiaździstego. Zmienne warunki pogodowe panujące na trasie wiodącej w tym roku do Valence z Bad Homburg, Turynu, Reims i Monte-Carlo miały być przedsmakiem tego, czego zawodnicy mogli się później spodziewać na trasie poszczególnych etapów.
Już pierwszy etap rozpoczął się podobnie jak filmy Hitchcocka „… trzęsieniem ziemi, by potem napięcie nieprzerwanie rosło…” Inaugurujący go ZR1, przebiegający przez Col de l’Écharasson tradycyjnie wysoko ustawił poprzeczkę, którą na skali trudności można określić jakko level expert 😉 Przed trzema laty, to właśnie tu rajd stanął z powodu zablokowania trasy przez zakopane w śniegu rajdówki. Tym razem wprawdzie do tego nie doszło, ale warunki jazdy – szczególnie dla aut z najniższymi numerami uniemożliwiały utrzymywanie zadanej średniej. Głęboki i kopny śnieg sprawiał, że była to miejscami jazda na przetrwanie i utrzymanie się na drodze, a w przypadku wielu załóg, kończyło się nawet wizytą poza drogą, co widać w wielu opublikowanych filmach. Wraz z przejazdem kolejnych samochodów warunki zmieniały się i poprawiły na tyle, że załogi z końcowymi numerami startowymi, jechały po resztkach pośniegowego błota. Doskonale oddał to w komentarzu Artur Prusak, specjalista i arcymistrz w e-regularity. „Wygląda na to ze ZR1, col de Gaudissart – La Cîme du Mas (czyli przejazd przez col de l’Echarasson gdzie zawsze gdy jest w pindu śniegu dzieją się cuda) wszystko ustawił. Po odśnieżeniu drogi przez 200 załóg, wysokie numery jadące w dodatku na niższą średnią miały jakby mniej trudno….”
Po ZR1 na czele klasyfikacji (w TOP10) widniało 9 aut z numerami powyżej 200, a wśród nich rodzynek, załoga nr 38 – Bruno Saby/Chrisphe Marques, która uplasowała się na 8 pozycji. Jednak Saby to rajdowy Mistrz Francji sprzed lat, zwycięzca wielu najtrudniejszych rajdów, w tym Dakaru, zawodnik potrafiący okiełznać B-grupowego potwora – jednym słowem rajdowy multiinstrumentalista.

Olbrzymie straty poniosła polska załoga Lancii, która jako 19 pokonywała ZR1. Wynik tej próby już na początku rajdu przekreślił szanse krakowskiej załogi na dobry rezultat w tegorocznej edycji. Prawie dwukrotnie mniej punktów karnych zebrała załoga Porsche 924 T z numerem 126, a zgodnie z przewidywaniami, wysoko uplasował się Triumph z nr 232.
Druga próba sobotniego etapu – ZR2, również rozgrywana w zimowych okolicznościach przyrody, zdaniem Organizatorów zasługiwała na zastosowanie niższych średnich prędkości – z uwagi na „conditions exceptionnelles”. Mimo podjętych działań i tak łatwo nie było, o czym przekonał się m.in. zwycięzca XXIII edycji RMCH. Rozbity Ford Escort RS2000 duńsko-czeskiej załogi zakończył jazdę na tej próbie, a Henrik Bjerregaard i Jaromir Svec po raz drugi w ostatnich latach odpadli we wstępnej fazie rywalizacji.
Z kolei niedzielny etap okazał się pechowy dla Marcina i Agnieszki Gabrowskich, którzy po problemach technicznych spóźnili się ponad 30 minut na PKC w Tournon, za co otrzymali 10000 punktów karnych. Natomiast załoga Triumph’a TR3 zmagała się ze sporym wyciekiem z dyferencjału, powodującym zachlapywanie tylnych opon olejem wyrzucanym z przekładni głównej. Początek etapu 3 przyniósł kolejne spóźnienie załogi Porsche – tym razem 7 minut na PKC wyjazdowym z Park Ferme w Valence.
Natomiast z przejściowymi problemami z silnikiem (nierówna praca i utrata mocy) borykała się załoga Lancii Beta Montecarlo. Miało to miejsce nie tylko na „9” teście regularności, ale również podczas „dojazdówki” poprzedzającej i następującej po ZR9. Warunki panujące na próbie okazały się dodatkowym utrudnieniem – oblodzone i śliskie fragmenty, zarówno na podjazdach jak zjazdach, a przede wszystkim bardzo gęsta mgła, miejscami ograniczająca widoczność do kilku metrów. Serwis zaplanowany kilkanaście kilometrów za metą ZR9, uporał się z usterką i po wymianie świec oraz regulacji gaźników, Lancia odzyskała wigor.
Metę poniedziałkowego, ostatniego z etapów kończących się w Valence, wszystkie polskie załogi osiągnęły bez większych problemów, by następnego poranka wyruszyć na trasę etapu 4, prowadzącego już w stronę Monte Carlo. Na dwóch z trzech rozegranych na nim odcinków – ZR14 i ZR15, błyskotliwe wyniki uzyskala załoga Porsche 924T, plasując się w ścisłej czołówce i tracąc jedynie 30 pkt do zwycięzcy ZR. Przed PKC w urokliwym La Turbie, większość załóg którym udało się wygospodarować pewien zapas czasu na długiej dojazdówce z Valence – zgodnie z wieloletnią tradycją – korzysta z myjni „pucując” rajdówki przed zjazdem do nieodległego Monaco. Przed trzema laty w myjni miała miejsce niecodzienna sytuacja, gdy utytułowany Postawka Rally Team (po wcześniejszym odpadnieciu z rywalizacji) sprawnie umył Lancię SOLIDEXPERT Team, wyręczając w tym załogę, co zostało uwiecznione w relacji live 🙂
Niespełna 4 godziny później z rampy w Port Hercule, co pół minuty zjeżdżały kolejno załogi na trasę finałowego etapu rozgrywanego wyłącznie w nocy, z odcinkami biegnącymi w Alpach Nadmorskich. Oczywiście z przejazdem przez kultowe Col de Turini, którego niestety nie osiągnęła polska załoga Triumph’a. Jak przekazał wtedy na gorąco Michał Kowalik: „Na 1,3 km ZR16 sprzęgło powiedziało dość… ale dupę trzeba mieć twardą. Takie są rajdy… Rozdział nie został zamknięty” Za nieukończenie ZR16 załoga otrzymała 20000 pkt, natomiast ZR17, do którego nie wystartowała 30000 punktów, co spowodowało kolosalny spadek w klasyfikacji.
Ostateczny bilans polskich załóg:
Andrzej Banaś/Rafał Chronowski 61 miejsce
Marcin Gabrowski/Agnieszka Bohosiewicz-Gabrowska 88 miejsce
Michał Kowalik/Bartosz Balicki 143 miejsce
Lista pechowców tej edycji jest znacznie dłuższa niż wymienione powyżej załogi i obejmuje zarówno gwiazdy jak mniej znanych zawodników. Jednak chciałbym wspomnieć o jeszcze jednym, który był o włos od ustanowienia swoistego rekordu .
Karolis Raisys 17 stycznia ukończył 5.Dakar Classic na najniższym stopniu podium, a niecałe dwa tygodnie później wystartował w Monte Carlo Historique. Załoga Jaguara Mk2 z numerem 211, jadąc cały czas w czołówce – w granicach 4-5 miejsca, na ZR17 popełniła niezrozumiały wręcz błąd, skutkujący spadkiem na 36 pozycję.
Jak mówią Czesi – to je relly.
