Kolejny rajd, kolejne emocje i doświadczenia. W pierwszych dniach kwietnia wybraliśmy się na drugą edycję rajdu Bostalsee Regularity, zachęceni wpisem zamieszczonym na naszej grupie przez #Paweł Krajewski i #Jakub Żur. Rajd odbywał się w Kraju Saary, startował i kończył się w mieście Sankt Welden, o bogatej historii sięgającej panowania Merowingów. Daleko – dojazd z Krakowa to około 1150 km, podróżowaliśmy „na kołach” Mercedesem 300CE z roku 88 i ponownie nie zawiedliśmy się na komforcie tego auta. Podróż prawie w całości odbywa się autostradami i drogami szybkiego ruchu, więc poruszając się ze stałą dozwoloną prędkością rzędu 100-140 km/h (i tylko przez moment ciesząc się pełną wolnością niemieckich autostrad) można robiąc racjonalne przerwy co 2-3h, uwzględniając obiad i kawę przejechać na miejsce w 12h, jeżeli nic złego nie zakorkuje autostrady.
Organizacja rajdu – zgodnie z oczekiwaniami, precyzyjna i uporządkowana, wszystkie dokumenty i instrukcje przed rozpoczęciem czytelne i podane zawczasu. Bardzo podobała się nam baza rajdu, zorganizowana w hotelu i na parkingu przy polu golfowym – olbrzymia ilość miejsca, godne polecenia ponumerowanie miejsc parkingowych w parc ferme zgodnie z numerami przyznanymi zawodnikom, wspaniale pomogło w sprawnym zajmowaniu miejsc a do rajdu zgłosiły się 82 załogi, startujące w 3 grupach – T (turystycznej) RT-M (regularność wg. mapy) oraz RT-T (regularność według itinera strzałkowego z opisami). Ponadto uczestnicy zostali podzieleni na 4 grupy wiekowe dla samochodów do roku 1970, 1971-1980, 1981-1990 oraz 1991 do 2004.
Rajd podzielony był na 2 części – odbywający się w piątek popołudniu prolog oraz właściwy, całodzienny rajd.
Prolog miał niecałe 100km długości z czego około 40 km zajmowały odcinki RT a konkretnie 7 odcinków RT, w tym 2 lotne. Prolog był nieobowiązkowy i podlegał osobnej kwalifikacji.
Właściwy rajd odbywający się w sobotę to 400 km obejmujących ok. 180 km RT i prób sportowych (16 odcinków RT w tym 1 lotny, 3 próby sportowe).
Trasa opisana bardzo rzetelnie, na zdjęciu pokazuję jedną sytuację, która sprawiła nam (i nie tylko nam) problem to opis ronda (pokazany jako półokrąg ze strzałką) – oznaczał on objazd ronda dookoła, poza tą sytuacją żadnych zaskoczeń, trasa zmierzona dokładnie a oznakowania itinera jednoznaczne. Dużą zaletą jest również wysokiej jakości oznakowanie niemieckich dróg, które bardzo pomaga w jednoznacznym określeniu ograniczeń obowiązujących na danym terenie.
Nadane prędkości na odcinkach RT – zaskakująco wysokie, rajd należał do najszybszych w jakich braliśmy udział, co mogło budzić niepokój na fragmentach poprowadzonych np. drogami z pokrywającymi się z drogami rowerowymi (rowerzyści, podobnie jak w Polsce, niekoniecznie mają ochotę zjechać do brzegu wąskiej drogi i przepuścić samochód, co może rodzić emocje na odcinkach pomiarowych) ale na licznych odcinkach poprowadzonych otwartymi polami było źródłem wielkiej przyjemności i prawdziwie sportowych emocji. Należy dodać, że rajd na niektórych swoich fragmentach prowadzony był drogami, po których odbywał się Rajd Niemiec, w tym po słynnych hopach (na asfalcie nadal ślady lądowań). Wiele frajdy sprawiło również parę szerokich szutrowych zakrętów oraz szutrowa nawrotka – aż nie mogę się doczekać, kiedy organizator opublikuje zdjęcia i film z rajdu!
Jak już jesteśmy przy prędkościach – w trakcie rajdu uczestnicy otrzymali w trakcie dnia przypomnienie o przestrzeganiu ograniczeń prędkości pod groźbą odwołania rajdu, w paru miejscach pojawiły się radiowozy i policja przyglądała się naszym przejazdom, a na koniec rajdu aż 4 załogi zostały zdyskwalifikowane za naruszenie zasad bezpieczeństwa (przekroczenia prędkości powyżej 20 km/h ponad obowiązujące ograniczenie).
Osobnego omówienia wymaga odcinek sportowy oznaczony jako Test1 – polegał on na przejechaniu 11,5 km po zamkniętym terenie farmy wiatrowej – wąskimi asfaltowymi dróżkami po zalesionym terenie – z prędkością średnią 46 km/h, może nie wygląda ona imponująco na papierze, ale w realnym świecie to było szybko! Dawno nie miałem tyle przyjemności z jazdy, pomysł takiej próby był rewelacyjny choć myśl o tym, że pomyłka mojego pilota albo innej załogi mogłaby skutkować spotkaniem przy miejscami sporych prędkościach studził trochę rajdowy zapał (na zamkniętym odcinku spotkaliśmy ciężarówkę lokalnych energetyków, choć trzeba przyznać bardzo uważającą na otoczenie i nie jadącą w niebezpiecznym dla zawodników fragmencie trasy. Generalnie – rewelacja (zdjęcie z mapą próby dodaję do opisu).
Trasa rajdu wiodła malowniczymi drogami kraju Saary i brzegami rzeki Mozeli, przejeżdżaliśmy przez piękne miasteczka i wioski, przerwy zostały zaplanowane w ruinach zamku Kyrburg (zapierający widok na całą okolicę) oraz klasztorze Machern (gdzie można było zaopatrzyć się w specjały z klasztornej piwnicy). Wrażenia związane z aspektem turystycznym rajdu – w punkt.
Wyniki – Paweł i Kuba dali czadu, uzyskali super miejsca, 3 pozycja w klasie RT-T oraz zwycięstwo w Grupie 2 i serdecznie im tego gratulujemy!
Na koniec – auta – bardzo dużo fajnych aut budowanych jako replik aut rajdowych i przemyślenie, że kiedyś (szybciej niż później) przyjdzie pora na coś więcej niż bardziej sportowe sprężyny w Mercedesie…
I statystyka – cała przygoda to 2815 km w ciągu 4 dni, z czego ponad 2300 km to dojazd, 6 tankowań, stare auta są naprawdę oszczędne – benzynowe 3.0 w automacie wymagało na trasie od 9,5 do 10,7 l/100km a na rajdzie 12,8 l/100km. I kolejna nauczka – następnym razem będę tankował po każdym dniu rajdu, bo 70 litrów w baku to wcale nie tak dużo i po co potem się stresować, czy wystarczy …
Mam nadzieję, że kalendarz i obowiązki pozwolą nam pojechać za rok i wszystkich gorąco zachęcam do wyjazdu na 3 edycję – sportowe emocje gwarantowane!
Dominik Gałkowski
