Hussar Classic Tour 2025 – relacja z rajdu

Na przełomie czerwca i lipca wybraliśmy się na czterodniowy rajd Hussar Classic Tour 2025 organizowany przez węgierską ekipę Triskeliona, znanego z organizacji Tour de Peloponez (i innych rajdów też).
Zaczęliśmy od komplikacji – jakże dobrze znanych miłośnikom klasyków, BMW 323i E21, które zgłosiliśmy do rajdu, w dzień poprzedzający wyjazd – już tak popołudniu, odmówiło współpracy i przestało zapalać na rozgrzanym silniku … Ale każdy zbieracz staroci wie, że jeden to zdecydowanie za mało i z garażu wyjechał Mercedes W123 250, z pewnością nie tak sportowy jak 323i na zawieszeniu Bilsteina, jak również czekający w tymże garażu na regulację gaźnika i serwis automatycznej skrzyni biegów – ale, jak wiadomo W123 jeżdżą do końca świata i nawet jeden dzień dłużej, niezależnie od kwestii serwisowych.
Z Krakowa wyruszyliśmy w sobotę 28 czerwca, taksówkarską kolumną z @Szymon Rajwa i @Piotr Rajwa, na dwa W123 i w tym przyjemnym towarzystwie dojechaliśmy popołudniu do Budapesztu, klasyczną – starą drogą przez Chyżne, Bańską Bystrzycę, aż na Węgry – dla mnie przejazd tą trasą w upalny dzień miał magiczną siłę wspomnień z wyjazdów do Jugosławii przez Czechosłowację i Węgry (z noclegiem nad Balatonem albo w Szombathely) Fiatem 126p a później Wartburgiem 353W – jak ja wtedy marzyłem o tym, żebyśmy, podobnie jak turyści z Zachodu mogli ciągnąć naszą przyczepę Mercedesem W123 (choć racjonalność kazała mi wówczas marzyć o używanym 200D lub puścić wodze fantazji w kierunku potężnego 240D 😊).
Event zaczął się w sobotę wspólną kolacją, z węgierską i polską muzyką na żywo (polska muzyka wynikała z obecności w restauracji grupy z koła gospodyń wiejskich z Wadowic i bardzo entuzjastycznej zabawy jego członkiń). Wspólna kolacja pozwoliła nam poznać inne załogi, co spowodowało, że kolejnego dnia wszyscy tworzyli już zgraną społeczność rajdową – bardzo fajny pomysł organizatorów.
Trasa rajdu wiodła przez pogranicze Węgier i Słowacji – startując w Budapesztu przez Kiralyi, Hollolo, Eger, Bukk, Szerencs, Harnadvecse, Tale, Bańską Bystrzycę do mety w Esztergonie – razem z dojazdami do hoteli i na stacje benzynowe licznik pokazał przebieg 1113 km. Warto podkreślić, że intensywne odcinki rajdu przeplatane były postojami i zwiedzaniem ciekawych miejsc – wspomnę tylko odwiedziny w Double Red Car Museum w Breznie, które zgromadziło bardzo ciekawą kolekcję samochodów z naciskiem na wersje specjalne oraz przygotowywane przez tunerów, na pewno każdy petrolhead powinien tam wstąpić, będąc w okolicy!
Odcinki RT. Było ich 22 a długości przeciętnie od 8 do 15 km, w większości poprowadzone wąskimi i krętymi, bocznymi drogami przez góry i doliny. Z punktu widzenia uczestników skutkowało to dwoma problemami – które są typowe dla wszystkich rajdów na regularność. Po pierwsze przypadkowi uczestnicy ruchu drogowego mogli przewrócić wynik większości RT-ków. Po drugie – pokazuje aspirującym adeptom regularności, że rację mają starzy wyjadacze mówiąc, że nic nie zastąpi czujników na kołach na krętych drogach. Inną kwestią było to, że niektóre odcinki miały w trakcie mało punktów referencyjnych na których łatwo było skorygować czas. Odległości wskazywane przez naszą aplikację (ale też innych uczestników) mogły pokazać różnicę pomiaru ponad 100m na każde 10 km (nie wspominając już tego, że pomiar na dwóch urządzeniach w jednym aucie tą samą aplikacją dawał różnicę rzędu 20-30 m). Myślę, że doświadczenia wyniesione z liczenia trasy vs czas w czasie tego rajdu będą cenne w przyszłości.
Itiner który otrzymaliśmy był bardzo czytelny i intuicyjny.
Zaskoczeniem była jakość dróg – nawierzchnie bocznych dróg były często pofałdowane i łatane intensywnie – w tym momencie podziękowaliśmy BMW, że odmówiła posłuszeństwa, jej twarde zawieszenie dałoby się nam we znaki podczas gdy w Mercedesie ledwie zauważaliśmy to, że asfalt był taki sobie.
Autka – rajd preferował auta starsze, wyniki przeliczane były wedle formuły odnoszącej się do roku produkcji auta. Samochody reprezentowały to co najlepszego dały nam lata 50-60-70, nie sposób nie wspomnieć o zjawiskowym BMW 501V8 z 1956 roku czy Austinie Healey’u 100/4 z tego samego roku. Subiektywnie – moje serce skradły pomarańczowe BMW 2002 Ti z 1972 roku oraz Alfa Romeo GT 2000 Veloce z roku 1971 w kolorze Giallo Pozzuoli (jak pięknie może brzmieć „żółty”).
Mocną stroną rajdu było zakwaterowanie i wyżywienie – adekwatne do kwoty wpisowego
Na koniec trochę statystyki – przejazd na Węgry, rajd i powrót zamknął się odległością 1961 km pokonanych w 6 dni. Gaźnikowe Mercedesy 250 w automacie nigdy nie uchodziły za wzór auta ekonomicznego – spalanie na trasie dojazdowej przy zachowaniu normalnej prędkości podróżnej zgodnej z przepisami było w przedziale 11,14-11,96 l/100km, spalanie na trasie rajdu wahało się od 12,74 do 15,56 l/100km, średnia z całej trasy to 13,06 l/100km. Przejazd w jedną stronę z paroma przystankami (w Rużomberoku piliśmy „czerstwą kawę” – jak to pięknie brzmi, prawda?) to około 7h spokojnej podróży.
Wrażenia? Niesamowicie pozytywne. Skład rajdu wielonarodowy – zawodnicy przybyli z 8 różnych krajów – Austrii, Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Grecji, Maroka, Polski, Rumunii i Węgier, atmosfera bardzo przyjazna, współzawodnictwo pełne fair play i dobrych emocji, wszyscy otwarci na nawiązanie kontaktu z pozostałymi zawodnikami. W grupie startującej tym razem wszyscy się znali z wcześniejszych eventów z wyjątkiem załogi Szymona i Piotrka oraz naszej, mimo to czuliśmy się na rajdzie tak jakbyśmy przejechali razem już wiele tras i to jest bardzo pozytywne, sportowe wspomnienie – chyba najważniejsze które wyniosę z tego rajdu, czuliśmy się jak jedna wielka grecka rodzina!
Konkluzje? Za rok na pewno postaramy się pojechać na 1 lub 2 eventy organizowane przez Triskelion.
Dominik Gałkowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *