CLASSIC1000 – relacja z rajdu
Austriacki rajd CLASSIC1000 ma długą historię, jest to już 6 edycja rajdu klasyków na regularność, rajd jest częścią „Austrian Classic Circle” oraz „Deutschen-Classic-Serie”, odbywa się zgodnie z przepisami FIA oraz przepisami lokalnymi dla rajdów klasyków.
Rajd trwa 2 dni i ma długość około 1000 km (pierwszy dzień to około 500 km drogami Dolnej Austrii – nie mylić z nizinami, drugi to podobny dystans przez Górną Austrię) – jazda jest bardzo intensywna, trwa od rana do wieczora, co oznacza również parę godzin jazdy nocnej. Rajd startuje z Ybbs nad Dunajem, uroczego i malowniczego miasteczka, baza rajdu i hotel znajdują się nad samą rzeką, z dogodnym dojazdem i parkingiem, warunki jednym słowem – super.
Kluczowa różnica w stosunku do rajdów, w których braliśmy udział dotychczas, to roadbook składający się z 128 map w dwóch tomach (56 map pierwszego dnia i 72 mapy drugiego dnia). Mapy ułożone są kolejno (wyjazd z mapy oznaczony jako „out” na kolejnej stronie oznaczony jest jako „in”, przy czym mapy są w różnej skali, w zależności od okoliczności trasy), trasę ustalają sami zawodnicy choć jest praktycznie zawsze jedna, optymalna – na mapie oznaczone są drogi którymi nie wolno jechać oraz punkty na których jest umiejscowiona kontrola przejazdu/punkty kontroli czasu. Organizatorzy zadali sobie bardzo dużo trudu aby poprowadzić rajd malowniczymi drogami, zazwyczaj bardzo bocznymi. Doświadczenie którymi możemy się podzielić – mapę należy nie tylko przejechać flamastrem wyznaczając trasę, trzeba jeszcze sprawdzić punkty które są „podejrzane” i opisać je w notatkach. Opisanie pierwszego dnia rajdu z użyciem Google Maps i Street View (koniecznie) zajęło około 5h godzin – przykładowy rezultat na zdjęciu. W mojej ocenie bez takie analizy trasy nie jest możliwe jej sprawne przejechanie, jedynie na podstawie mapy z roadbooka (przy bardzo bocznych drogach kluczowe okazują się cechy terenu). Opisując trasę popełniliśmy błąd – pominęliśmy czynnik światła, w ciemności odcinki RT należy opisać całe a nie tylko wybrane sytuacje – w ciemnościach nie ma możliwości oceny która asfaltowa droga jest nasza (mówimy o takich na szerokość jednego auta) a która stanowi wjazd do gospodarstwa 100 metrów dalej (my odwiedziliśmy na ostatnim RT dwa takie gospodarstwa …). Nocny przejazd RT biorąc pod uwagę zadaną prędkość i drogi którymi przebiegał – to trzeba przeżyć, emocje gwarantowane.
Organizator przewidział jedną słuszną prędkość średnią – 50 km/h – biorąc pod uwagę charakter dróg (boczne, czasem pokryte mokrymi liśćmi, czasem szutrowe a zawsze kręte) jest to ambitna średnia, my raczej jechaliśmy w trybie gonienia czasu, rzadko mieliśmy komfort ustabilizowanej w punkt prędkości – gen sportowy usatysfakcjonowany w pełni. Odcinki na regularność zawierają od 2 do 9 punktów pomiarowych (najczęściej 7-8), czyli są one ustawione raczej rzadziej niż co kilometr (oczywiście są też wyłączenia – pomiarów np. nie dokonuje się w miejscowościach i zaraz za nimi).
Ważnym elementem rywalizacji są PKC – jest ich dużo (przewidziano 48, niektóre zostały skasowane z uwagi na zmiany na trasie) i mocno ważą na punktacji rajdu. Wjazd na PKC dokładnie w minucie wynikającej z rozkładu (nie ma instytucji wjazdu w minucie przed).
Ostatni kluczowy element – BRD – wedle regulaminu bardzo ważne, trzecie wykroczenie grozi dyskwalifikacją a na pewno punktami karnymi rujnującymi wynik z perspektywy czołówki.
Auta biorące udział w rajdzie – klasyka, dla każdego coś miłego. Moi faworyci? Jadące pełnym ogniem Volvo P544S i 142 oraz Saab 96 – jednym słowem „Valhalla!”
Wrażenia sprzętowe? Nasze Mercedes 300CE dał radę (choć po RT szutrowym a dziurach których już nawet nasi drogowcy nie robią coś stuka w zawieszeniu, myślę że poddał się łącznik stabilizatora..), mocą i prowadzeniem OK, przydałaby się manualna skrzynia biegów. 500 km z napiętym harmonogramem czasowymi wymaga strategii tankowania albo dużego baku – my mamy to drugie, z rajdowym spalaniem 12l/100km objechaliśmy akurat (dla porównania czy oceny poziomu spalania rajdowego – dojazd do Austrii z maksymalnymi dozwolonymi prędkościami to 9,5l/100km).
Rajd nie jest do przejechania w oparciu o GPS, bez czujników na kołach – niektóre odcinki prowadzą przez drogi oznaczone „No GPS” – tak, są takie szczęśliwe miejsca na świecie).
Organizacja rajdu – na bardzo wysokim poziomie, uczestnicy (głównie z Austrii i Niemiec ale także Szwajcarii, Belgii, Węgier i Luksemburga) – jak to w rajdowym świecie i wśród pasjonatów bardzo sympatyczni. Zimnych pierogów nie było. Rajd świetny, gorąco polecam – każdy kto miał okazję przejechać rajd u Szymona lub Kudłatego da sobie radę korzystając z paru rad odnośnie map, o których napisałem powyżej.
Drogi – bardzo małe natężenie ruchu.
Wisienką na torcie są krajobrazy – zapierające dech w piersiach.
Na koniec – skoro było tak super to dlaczego skończyliśmy rajd po pierwszym dniu? Auto dało radę – my nie – Nina od lat ma problemy z błędnikiem i przyzwyczajeni do rajdów w oparciu o itinery strzałkowe nie wzięliśmy pod uwagę, że czytanie map (często z pomocą lupy – tak dobrze ją zabrać), porównywanie tych danych z mapą online w połączeniu ze zmianami wysokości i jazdą po zakrętach ile się da nie jest dla kogoś kto źle się czuje nawet na zacumowanej łódce – po godzinie jazdy Nina była w kolorze szaroburym (pominę z uwagi na dobro czytelników inne okoliczności, dodam tylko, że nie nawet w takim stanie nie zaniechała zwyczaju krzyczenia na kierowcę…) i jedyne co mogła zrobić to odczytać moje notatki (a one odnosiły się jedynie do wybranych punktów). Słowem – Pilocie Drogi – przed rajdem sprawdź czytanie mapy z lupą np. na karuzeli albo huśtawce (a najlepiej w obu tych sytuacjach). Nawiasem mówiąc – jakby co to szukam nowej żony….
Dominik Gałkowski
