Bazą rajdu było urocze miasteczko Leoben, gdzie startowaliśmy z Rynku i na Rynek wracaliśmy każdego z dwóch dni zmagań. Mieszkańcy z sympatią witali uczestników rajdu, zarówno na starcie jak i w różnych jego punktach, łącznie z fanem Audi (co można było poznać po flagach i banerach), który na trasie przejazdu, ustawił koło swojego domu klasyczną szykanę i machał do przejeżdżających zawodników rajdową flagą – takie momenty sprawiają, że wszyscy czujemy się mile widzianymi gośćmi.
Do rajdu wystartowało 40 załóg z 8 krajów. Uczestnicy na rajd przyjechali z różnych zakątków Europy (Norwegii, Włoch, Szwajcarii, Lichtensteinu, Belgii, Niemiec, Austrii oraz Polski), choć w większości reprezentowali Austrię i Niemcy. Z Polski pojawiły się 2 załogi – Marcin Gabrowski i Julia Gabrowska w Porsche 924 turbo z roku 1979 oraz niżej podpisany z Szymonem Rajwą w Mercedesie 300CE z roku 1988. Wiele załóg, które brały udział w rajdzie mogliśmy spotkać na innych europejskich wydarzeniach, łącznie z Rallye Monte Carlo Historique.
Na starcie pojawiło się dużo ciekawych aut z lat 1965 (Volvo 122) do 2006 (Subaru Impreza STi, która nie była liczona w klasyfikacji generalnej). Rajd zdominowało Porsche – 12 aut, w tym 10 z rodziny transaxle, licznie wystąpiły też VW – 5 aut oraz po 3 BMW, MG i Mercedesy. Auta zostały podzielone na klasy – kluczowy podział przebiegał na linii aut z napędem na 4 koła (wystąpiły 3 – wspomniane Subaru, Audi Quattro z 1984 roku oraz BMW 525iX z roku 1992) i napędem na 1 oś a także wedle kategorii wysokości średniej prędkości (wolne/szybkie) – auta w kategorii „wolnej” zazwyczaj na odcinkach RT bez większych obostrzeń miały osiągnąć średnią prędkość 45 km/h a w kategorii „szybkiej” 50 km/h. Auta do startu zostały uporządkowane wedle mocy silnika przypadającej na 1 kg masy samochodu (najlepszy współczynnik wyniósł 4,3 kg/PS w rajdowym Fordzie Escorcie mk.1 z 1968 kobiecej załogi Ziegler/Mohr z silnikiem 2.0 o mocy 213PS, najniższy o poziome 23,5 kg/PS posiadał VW Garbus 1303S z roku 1973), rodzaju napędu (4×4 ruszały pierwsze) a potem kategorii szybkości (kategoria „langsam” jechała w trzeciej kolejności, po 4×4 i „schnell”).
Organizator zalecał jazdę na oponach z kolcami i takie też opony na potrzeby tego rajdu kupiliśmy. O ile po przyjeździe do Leoben wydawać się mogło, że była to rekomendacja „na wyrost” wobec znikomej ilości śniegu w dolinach o tyle z perspektywy późniejszego rajdu nie wyobrażam sobie przejechania go inaczej niż na kolcach. Ogląd aut startujących do rajdu tylko to potwierdził – nie zauważyłem ani jednego auta, które nie miałoby takich opon.
Rajd odbywał się „po mapach”, (podobnie jak Classic1000, w którym braliśmy z Niną udział w jesieni) na których zaznaczone zostały drogi, którymi przejazd jest zakazany, PKP, PKC oraz odcinki RT – trasę uczestnicy musieli określić sobie sami (w większości przypadków była tylko jedna właściwa, ale parę odcinków można było przejechać różnymi drogami dokonując wyborów strategicznych czy szybsza droga i dalszy dystans czy też krótszy odcinek, ale drogą podrzędniejszej kategorii). Śledzenie map w czasie jazdy (bardzo dynamicznej, o czym za moment) jest olbrzymim wyzwaniem dla pilota a w przypadku tego rajdu roadbooki otrzymaliśmy 3h godziny przed startem co dawało realnie około 2,5h na opracowanie tras na pierwszy dzień (oraz nie pozwalało się wyspać pilotowi przed kolejnym dniem, bowiem powrót z odcinka nocnego był około godziny 23). Niekiedy skala map stanowiła utrudnienie w odczytaniu właściwej drogi, szczególnie „w akcji”.
Trasa rajdu wiodła pięknymi górskimi drogami Styrii i Górnej Karyntii – łącznie w ciągu 2 dni nasz drogomierz pokazał 726 km przejechanych w czasie rajdu – z czego około 400 km przypadało na pierwszy dzień, który obejmował też etap nocny. Organizatorzy wytyczyli 18 odcinków RT, w znakomitej większości poprowadzonych bocznymi, górskimi drogami, często poza jakąkolwiek kategorią, ale za to bardzo pustymi. W mojej ocenie połowa tras RT przebiegała po drogach pokrytych śniegiem (czasem lodem), w poza tym było trochę szutrów (które wychodziły spod śniegu na odcinkach, na których operowało słońce i stopiło śnieg) oraz odcinki asfaltowe, które w sporej części były pokryte drobnym żwirem, używanym w Austrii do zimowego utrzymania nawierzchni bocznych dróg. Odcinki RT łączone były parę razy z dodatkowymi odcinkami o zadanym czasie przejazdu a także z odcinkiem „niespodzianką” na którego starcie uczestnicy dostali tabele prędkości (podane dystanse i czas ich osiągnięcia) i jechali w starym dobrym stylu.
Dla kierowcy odcinki RT stanowiły olbrzymie wyzwanie, śmiało mogę powiedzieć, że był to najtrudniejszy rajd, w którym brałem udział. Z drugiej strony śliska nawierzchnia, kręta i pusta droga oraz wysoka średnia powodowały, że każdy odcinek kończyliśmy z uśmiechem na twarzy. Ten rajd był dla mnie pierwszą w życiu okazją do jazdy z oponami na kolcach i podzielę się paroma spostrzeżeniami. W warunkach zimowych kolce zdają się przeczyć prawom fizyki i trzeba pokonać przyzwyczajenia związane z jazdą na normalnych zimówkach. Na nawierzchni szutrowej zachowują się podobnie jak dobra opona zimowa. Na asfalcie (w szczególności takim z jakim mieliśmy do czynienia w czasie rajdu, a więc w większości wilgotnym i często pokrytym żwirkiem) wymagają ostrożności – ich przyczepność jest zdecydowanie gorsza od zimowej opony klasy premium.
Odcinki RT nie tylko narzucały wysokie tempo (raczej goniliśmy czas), ale też wymagały dużo odpowiedzialności – z uwagi na charakter nawierzchni (śliska albo bardzo śliska) oraz ostre, górskie zakręty bez widoczności – trzeba było za każdym razem ocenić czy dana sytuacja pozwala na jazdę „pełnym ogniem” czy też z uwagi na brak widoczności trzeba wyhamować do prędkości umożliwiającej bezpiecznie wyminięcie z ewentualnym autem jadącym z przeciwka. Ostry zakręt minięty z bezpieczną prędkością albo zakręt z ostrym nawrotem oznacza około 3-4 sekundy do nadrobienia po wyjściu. Warto też zauważyć, że organizator przewidział surowe kary BRD, które dotyczyły również przekroczenia prędkości na odcinkach RT (zgodnie z regulaminem już 3 przekroczenie prędkości skutkowały dyskwalifikacją i 2 załogi zostały zdyskwalifikowane w czasie rajdu, a wiele innych utraciło przez karne punkty szanse na dużo lepszy wynik).
Rajd zakończyliśmy na bardzo satysfakcjonującym 11 miejscu w klasyfikacji generalnej i 6 w grupie, równocześnie z poczuciem, że daliśmy z siebie wszystko i z świadomością własnych błędów oraz planem jak uniknąć ich w przyszłości. Bardzo cieszyły nas wyniki na poszczególnych odcinkach RT – na 10 z 18 zajęliśmy miejsca w pierwszej 10, a na dwóch było to miejsce 3, w tym na najlepszym „polskim” RT14 gdzie miejsce 2 zajęła załoga Marcin i Julia. Wspomniałem o autach 4×4 – na RT-kowym pudle znalazły się na 7 odcinkach, wygrały 4 (3x Subaru i 1xAudi) a zdominowały 1 gdzie wszystkie 3 miejsca należały do aut z napędem na 4 koła (RT9). Można więc powiedzieć, że klasyka trzymała się mocno, wygrywając większość z RT (w szczególności biorąc pod uwagę, że Subaru było autem „z innej bajki”).
Rajd zwyciężyła niemiecko-włoska załoga Andreas Zuhnemer i Rolf Pellini jadąca kapitalnym Renault 5 Alpine Turbo – cały czas zastanawiam się jak trzeba jechać, aby uzyskać taki wynik… (odpowiedź jest prosta – bezbłędnie i perfekcyjnie – przyp. autora)
Rajd, jak żaden inny do tej pory, wymagał wsparcia logistycznego i dokonania odpowiednich wyborów. My przyjechaliśmy do Austrii na kołach i na miejscu zmieniliśmy koła na wcześniej przygotowane felgi z oponami z kolcami (analogicznej zmiany dokonaliśmy po rajdzie – tutaj wielkie dzięki dla Marcina, którego narzędzia pozwoliły nam pokonać ostatnią śrubę przy ostatnim kole, która całkowicie odmówiła współpracy). Konieczność posiadania opon z kolcami, które zakazane są w normalnej eksploatacji w Polsce i Czechach spowodowała, że moja etatowa Żona i pilotka, Nina przyjechała „autem serwisowym”, gdyż spakowanie się z kołami i wszystkimi wymaganymi elementami wyposażenia inaczej byłby niemożliwe. Drugą opcją jest przywiezienie auta lawetą, co jest trochę niezgodne z moją religią – lubię wszędzie, gdzie się da dojechać sam.
Chcąc podsumować rajd w paru słowach – piękne widoki, super auta, znakomita atmosfera – świetni ludzie (jak to zwykle na rajdach), szalenie sympatyczny organizator – pozdrowienia Kurt! – i najtrudniejszy do tej pory rajd zarówno w zakresie nawigacji jak i techniki jazdy. Czy było fajnie? Było zajebiście. Data do kalendarza: 14-16.01.2027 – my nie możemy się doczekać na powtórkę.
Dominik Gałkowski
