Zakończył się RMCH 2026

28 Rallye Monte Carlo Historique przeszedł do historii.

Tym razem to nie tylko popularny i dobrze wszystkim znany slogan, ale rzeczywiście tegoroczna edycja RMCH okazała się milowym kamieniem w wieloletniej historii tego rajdu.

Dotychczasowa formuła klasycznego rajdu na regularność powoli traciła na atrakcyjności, a frekwencję (niestety malejącą w ostatnich latach) podtrzymywała przede wszystkim renoma rajdu oraz niepowtarzalna różnorodność alpejskich tras, sprawiając ciągłe zainteresowanie i świadomość, że po prostu wypada tam być 😉 .

Coraz doskonalsza elektronika sprawiała, że jazda w zerach (przy obniżających się z roku na rok średnich) była coraz prostsza i osiągalna dla rosnącej rzeszy załóg, mimo podejmowania różnych prób ukrócenia tego przez Organizatorów.

Daleko idące zmiany wprowadzone w tegorocznej edycji, diametralnie zmieniły RMCH, nadając mu charakter quasi sportowy. Z wyraźnym naciskiem na „sportowy” – szczególnie dla załóg jadących z wyższą średnią. Na znacznie zwiększoną trudność, w tym roku z pewnością wpływ miała pogoda i warunki jakie panowały na trasie, niespotykane w takiej ilości w ostatnich latach. Zaowocowało to 40 załogami, które nie osiągnęły mety i sporą ilością uszkodzonych aut pośród 204, jakie znalazły się w Parc Ferme po rajdzie.

Jazda na zamkniętych trasach, (podobnie jak w rajdach sportowych) w połączeniu ze znacznie wyższymi „zadanymi” średnimi prędkościami, motywowała do szybkiej jazdy, która w większości stawała się walką o jak najmniejsze „odpadanie od średniej”.     O dotychczasowym kontrolowaniu średniej i jeździe w zerach teraz nie mogło być mowy, szczególnie w grupie haute vitesse.      W tym roku organizatorzy dopuścili po raz pierwszy pełną dowolność przy wyborze średniej. 2/3 stawki wykorzystując taką możliwość, wystartowała z tą niższą. Pozostałych 87 załóg, żądnych większych prędkości i emocji, zdecydowała się na wyższą średnią. Szereg zawodników już po rajdzie stwierdziło, że taki wybór był sporym błędem. I nie byli to zawodnicy z końca stawki, a m.in. zwycięzca tej kategorii Yves Deflandre, czy Bruno Saby – wprawdzie już nie najmłodszy, ale niezwykle doświadczony, utytułowany i nadal szybki zawodnik rajdowy. Wykorzystując umiejętności oraz pełny rajdowy opis, Bruno pilotowany przez Cristphe’a Marques’a zanotował kilka topowych wyników. Zażegnane w początkowej fazie rajdu problemy z silnikiem, odezwały się jednak ponownie w trakcie przedostatniego etapu, uniemożliwiając załodze Renault 5 Turbo pokazania rajdowego kunsztu podczas Power Stage na Col de Turini. Odgłosy dochodzące z silnika przed nocną rywalizacją, wpłynęły na decyzję o wycofaniu się z finałowego etapu.

Przed wielu laty, ostatni nocny etap Rallye Automobile Monte-Carlo – do którego dopuszczano jedynie kilkadziesiąt najlepszych załóg-nazywany był nocą długich noży. Nazwa używana przez niektórych do dzisiaj, w tym roku znów okazała się adekwatna do tego co działo się na trasie etapu Monaco-Monaco. Odcinki La Bollene Vesubie – Col de Turini i skrócony niemal o połowę La Cabanette – Col de Braus, wstrząsnęły tabelą wyników, wprowadzając wiele przetasowań.

Nie wszystkim taktyka „maximum attack” przyniosła oczekiwane efekty. Kilka załóg pozostało na trasie, m.in. rewelacyjnie acz finalnie pechowo, jadący w tegorocznym Dakar Classic – Juan Morera, którego pech nie opuścił także w RMCH. Podczas walki o poprawę lokaty w drugiej dziesiątce, znalazł się nieznacznie poza trasą, a gdy niemal już na nią powrócił, kolejna rajdówka wybrała to samo miejsce na wypad w plener. Uderzony z impetem Golf GTI Morery został wbity głęboko w śnieg, już bez możliwości powrotu na trasę.

Nocny etap nie ułożył się również po myśli liderującym po przedostatnim etapie zawodnikom w Volkswagenie Scirocco. Ilia Kashin i Borys Kostyrko spadli po Power Stage na 3 pozycję, by finalnie wylądować tuż za podium.

Królami Col de Turini zostali późniejsi zwycięzcy rajdu – Hiszpanie Luis Climent Asensio/Carles Jimenes Valls w BMW 323i, którzy po Power Stage awansowali z 4 na 2 pozycję. Natomiast zdobywcy trzeciego miejsca w Power Stage – Francuzi Ludovic de Luca/Sebastien Chol objęli prowadzenie w rajdzie. Finałowa próba – RT18, w której całe podium padło łupem hiszpańskich załóg, zadecydowała o końcowych rozstrzygnięciach 28 edycji RMCH. Drugie miejsce załogi Climent/Valls (przy 7 pozycji załogi de Luca/Chol) pozwoliło tym pierwszym otworzyć szampana na rampie w Monte-Carlo, natomiast Francuzi z malutkiego Peugeota 104 ZS musieli zadowolić się niższym stopniem podium. Rzutem na taśmę – czyli podczas RT18, miejsce na podium zapewnili sobie Olivier i Lydia Campana, liderujący po pierwszym etapie rajdu.

W TOP10 znalazła się tylko jedna załoga grupy H. Yves Deflandre/Baptiste Gengoux w Porsche 911T zajmując 9 pozycję.

Obie nasze załogi ukończyły bardzo trudny rajd bez żadnych strat widocznych na Lanciach Beta Monte-Carlo w kolorach polskiej flagi, plasując się w pierwszej setce generalki. Czerwoni – Andrzej Banaś/Stanisław Postawka zajęli 50 miejsce, dające im 10 pozycję w grupie H. Natomiast debiutujący w RMCH, biali – Jakub Dziedzic/Damian Fabisiak, nie ustrzegli się kosztownego błędu nawigacyjnego w trakcie finałowego etapu. Kara 10000 punktów zepchnęła ich o 14 miejsc, na 90 pozycję.

Rajd ukończyły 204 załogi spośród 244, które przystąpiły do rywalizacji trasie liczącej ponad 2000 kilometrów.

Zmiany ukierunkowujące Rallye Monte-Carlo Historique na sport stały się faktem. Czy ACM zrobi kolejny krok czy pójdzie jeszcze dalej, w kierunku rundy EHRC? Patrząc na TOP10, co najmniej 7 kierowców ma za sobą liczne starty w rajdach sportowych różnego szczebla, nie dziwią zatem ich wysokie pozycje w tej nowej formule rajdu.

Jakie jest Wasze zdanie na temat obecnego kształtu RMCH? Czy wystartowalibyście w następnych edycjach rozgrywanych w tym formacie?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *