II. Veterán Huszár Túra 2026 – relacja z rajdu.

14-15 marca odbył się na Węgrzech i Słowacji II.Veterán Huszár Túra 2026, w tym roku do stawki zawodników zdecydowały się dołączyć 4 polskie załogi:
Dominik Kamusiński i Sylwia Kołodziej – zjawiskowym Fiatem 2300 Familiare z 1964 roku
Szymon Rajwa i Rafał Chronowski – Mercedesem 230E z 1981 roku
Paweł Mierzowski i Kasia Majowicz – Fiatem Cinquecento Sporting z 1997 roku
i ja z Niną, my naszym etatowym Mercedesem 300CE z 1988 roku
Dokonaliśmy zlotu gwiaździstego – Dominik z Sylwią z Wrocławia a reszta ekipy wesołym korowodem z Krakowa, z przerwą na popas w słowackiej kolibie (kelner z wąsami jak za Najjaśniejszego Pana wprowadził nas w dobry nastrój i obudził ducha Austro-Węgier).
Trasa rajdu.
Rajd startował z Gödöllő, a konkretnie z dziedzińca pałacu, będącego letnią rezydencją Najjaśniejszego Pana Franciszka Józefa oraz cesarzowej Sisi. Biorąc pod uwagę niechęć jaką budzą samochody w Krakowie czy Warszawie, miło jest spotkać się z zupełnie odmiennym podejściem i zaproszeniem klasyków do serca tak ważnego miejsca.
Trasa rajdu została podzielona na 1,5 dnia (rajd zaczynał się rano w sobotę i kończył w niedzielę wczesnym popołudniem), obejmowała około 480 km, wyznaczone zostały 20 odcinki RT, w tym 3 nocne, 3 próby, które określiłbym jak specyficzne próby precyzyjnej jazdy i 1 zadanie z zakresu konstrukcji lotniczych i pilotażu.
Pierwszy dzień kończył się z uroczej wiosce-skansenie Hollókő (Kruczy Kamień), którą na pewno warto odwiedzić będąc w północnych Węgrzech.
Pierwszego i drugiego dnia przejechaliśmy wiele urokliwych dróg, wijących się wśród wzgórz i pól, przejeżdżając przez senne miasteczka i wsie z których niektóre robiły wrażenie zatrzymanych w czasie. Organizatorzy zapewnili nam również możliwość przejazdu długim odcinkiem drogi zamkniętej dla ruchu, bardzo pięknym leśnym odcinkiem a przejazd w tym miejscu kończył się spektakularnym przejazdem przez bród (pozdrawiamy Kudłatego). Meta rajdu i rozdanie nagród odbyło się w Budapeszcie na terenach targów, gdzie w tym dniu odbywała się duża wystawa motoryzacyjna obejmująca tuning samochodowy oraz off-road.
Warto podkreślić, że boczne drogi, którymi poprowadzony został rajd charakteryzowały się bardzo niską intensywnością ruchu samochodowego, co pozwalało na uzyskanie przez wszystkie załogi podobnych i powtarzalnych warunków przejazdu. Na samym końcu pierwszego RT drugiego dnia wiele załóg spotkała niespodzianka w postaci stada owieczek pasących się na poboczach i grupowo oraz swobodnie stojących na drodze – organizator uwzględnił tą okoliczność i skasował ostatni punkt pomiarowy tego odcinka.
Odcinki RT i inne próby
Główna klasyfikacja rajdu obyła się na 17 dziennych odcinkach RT (w kategorii PRO oraz AMATOR) – o łącznej długości stu kilkudziesięciu kilometrów, poszczególne RT miały między ok. 5-15km i punkty pomiarowe rozstawione było co ok. 1-1,5km (łącznie 110 punktów na 20 RT).
W tej klasyfikacji polskie załogi zajęły miejsca:
Dominik + Sylwia – miejsce 28
Paweł + Kasia – miejsce 7
Szymon + Rafał – miejsce 5
Dominik + Nina – miejsce 2
Osobno sklasyfikowany został odcinek nocny rajdu, który składał się z 3 RT. Nocny etap polskie załogi zakończyły odpowiednio na następujących miejscach:
Dominik + Sylwia – miejsce 36
Szymon + Rafał – miejsce 8
Paweł + Kasia – miejsce 4
Dominik + Nina – miejsce 3
Warto podkreślić, że Paweł z Kasią cały nocny etap jechali już bez ładowania z coraz słabszym oświetleniem, ich wynik nocnej jazdy jest więc imponujący.
Próby jazdy precyzyjnej zostały wyznaczone na krótkich dystansach mierzonych fotokomórką 20m-130m-445m które należało przejechać dokładnie w czasie 6, 20 i 45 sekund. Tutaj warto odnotować że PS2 z najmniejszym odchylenie od ideału ze wszystkich załóg pojechali Paweł z Kasią (na resztę prób i wyników polskich załóg w tej zabawie spuśćmy zasłonę milczenia).
Ostatnia próba wymagała zdolności z zakresu tworzenia lekkich konstrukcji lotniczych oraz szybownictwa a została przeprowadzona po przerwie obiadowej. W czasie przygotowania do próby doszło do lądowania jednego z aparatów latających w zupie pomidorowej zawodnika z sąsiedniego stolika, co zostało zakwalifikowane przez powołaną ad hoc komisję powypadkową jako incydent z uwagi na brak ofiar i zdolność samolotu po wytarciu do kontynuowania operacji lotniczych a to dzięki sprawnej i szybkiej akcji ratunkowej. Pochwalić należy, że w próbie tej wybitnymi zdolnościami z zakresu inżynierii wykazał się Ojciec Dyrektor a Komandor ujawnił się jako utalentowany pilot.
Samochody.
W rajdzie wzięło udział 50 załóg z Węgier, Austrii, Polski oraz Rumunii. Statystycznie rządził Mercedes – 13 aut, poza tym 9 Porsche, 4 Nissan-Datsun, oraz po 3 BMW, Skody i Ople a także 2 Toyoty. Pozostałe marki miały po 1 reprezentancie. Subiektywny wybór najciekawszych aut: BMW 501 V8 z 1956 roku, czerwona Skoda 440 Spartak 1956, która wyglądała lepiej niż gdyby przed chwilą wyjechała z fabryki, Porsche 356 z 1956 oraz Lancia Fulvia HF w pomarańczowym odcieniu giallo, który uwielbiam od małego. O tym, że Fiat 2300 Familiare Dominika jest super pisałem już wyżej, włoskie auta z lat 60-ych mają niepowtarzalny urok a kombi z dużym silnikiem to prawdziwy biały kruk. Wiele osób lifestylowe kombi zaczyna dostrzegać w Europie dopiero w serii S123 Mercedesa, ale dla mnie to włosi byli trendseterami wielu motoryzacyjnych trendów przypisanych następnie niemieckim producentom.
Duch walki.
O tym, że walka była zacięta a o zwycięstwie decydowały sekundy pisał już Szymon więc ja napiszę o tym moim zdaniem jest najważniejsze – walce z przeciwnościami i harcie ducha – a tutaj niekwestionowanymi zwycięzcami rajdu są Paweł i Kasia. Fiacik już w połowie pierwszego dnia przeszedł w tryb hybrydowy i zamiast ładować akumulator przeszedł na spożywanie energii z baterii. Załoga dotarła do popołudniowego PKC i tam nabyła drogą kupna w Tesco drugi akumulator, który pozwolił jej wystartować do nocnego etapu i dojechać … na parking pod hotelem, gdzie prądu brakło już nawet do działania wtrysku paliwa. Nocne ładowanie dwóch akumulatorów pozwolił im dzielnie walczyć drugiego dnia i przesuwać się w górę stawki, zajmując miejsca w czołówce poszczególnych RT. Wspaniały przykład tego, że walczyć należy do końca oraz że stare auta jeżdżą nawet zepsute. Szacun.
Konkluzje.
Roadbook rajdowy był przygotowany w sposób, który jasno opisywał sytuacje drogowe (może z wyjątkiem 1), przyjmuję więc że organizator (w przeciwieństwie do jednego znanego nam wszystkim Komandora) nie chciał nikogo wysłać na zwiedzanie puszty. Odcinki RT wymagały dużej precyzji, ponieważ z uwagi na brak innych przeszkód walka rozegrała się na poziomie ułamkowych odchyleń od zadanych prędkości. Myślę, że formuła rajdu pozwala na wciągnięcie się w walkę również załogom, które chcą zacząć przygodę z regularnością i możemy polecić ten rajd wszystkim załogom, które chcą ruszyć poza Polskę.
Atmosfera wydarzenia była wspaniała, przyjazna i czuliśmy się pod opieką Adama jak w domu. Nie od dzisiaj wiemy, że Polak Węgier dwa bratanki – i do bitki i do szklanki! Myślę, że za rok wrócimy po więcej.

Dominik Gałkowski


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *