Od 14 do 18 czerwca odbył się organizowany przez Marinescu Stefan z Asociaţia Română Pentru Raliuri de Regularitate, przy współpracy z Triskelion rajd na regularność Transylvania Vintage Tour. Stefan sam jest doświadczonym zawodnikiem w rajdach na regularność, startującym między innymi w Monte Carlo.
Trasa rajdu prowadziła przez najpiękniejsze drogi rumuńskich Karpat, uwzględniając kultowe trasy Transalpina, Transapuseana oraz Transfăgărășan.
Trasy te zapewniały niesamowite doznania widokowe (najwyższy punkt na tych drogach to 2145 m.n.p.m. na Transalpinie), stanowiły też wyzwanie – na każdej z nich zostały zlokalizowane odcinki RT a duże przewyższenia i ostre zakręty dawały wiele radości, równocześnie mogły być problemem dla starszych samochodów. Parę innych RT również zostało zlokalizowanych na bardzo krętych drogach i straty prędkości na zakrętach mogły bezlitośnie wpływać na wyniki.
Łączna długość trasy wyniosła ponad 800 km i objęła 17 odcinków RT, z których ostatni, zlokalizowany na trasie Transfogaraskiej nie liczył się w klasyfikacji generalnej z uwagi na panujący w dniu rajdu duży ruch na tej drodze i został tylko elementem osobnego kryterium.
W rajdzie wzięło udział 36 załóg z wielu krajów – z Polski, Rumunii, Austrii, Holandii, Belgii, Węgier, Grecji, Wielkiej Brytanii, Arabii Saudyjskiej i Egiptu. Największą grupę zawodników stanowili Polacy (11 załóg dzięki licznemu udziałowi członków Klubu Pagody – w rywalizacji wzięło udział 5 Mercedesów W113) a dopiero potem plasowało się 10 załóg w barwach rumuńskich.
Polacy stanowili również bardzo mocną ekipę jeżeli chodzi o wyniki rajdu, zajmując 4 miejsca w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej:
3. Dominik Gałkowski i Nina Gałkowska – BMW 323i 1979
4. Artur Mościcki i Monika Bubła – BMW 1600-2 1967
6. Szymon Rajwa i Piotr Rajwa – Mercedes 230E 1981
7. Krzysztof Malkowski i Paweł Uzarowicz – Mercedes 230SL 1965
Rajd wygrali Harald Heckerle i Brigitte Schneider (BMW 2002 turing z 1973 roku) – znani nam ze swojej znakomitej jazdy w wielu imprezach a drugie miejsce zajęła doświadczona (m.in. startująca w Rallye Monte Carlo Historique) załoga z Rumunii Adrian Georgescu i Liliana Georgescu na Renault 5 Alpine z 1981 roku
Polacy zajęli też dobre miejsca w swoich grupach (1 i 3 trzecie miejsce w grupie F, 2 miejsce w grupie G oraz 2 miejsce w grupie H).
Pełne wyniki rajdu można sprawdzić pod adresem:
Wyniki były przeliczane według współczynnika wieku samochodów biorących udział w rajdzie – jest to częsty zabieg mający wyrównać szanse zawodników ale też motywować zawodników do korzystania ze starszych aut, których rywalizacja jest dla wszystkich atrakcyjniejsza. Co ciekawe auta z kategorii Youngtimer, wyprodukowane po roku 1985 (nie uwzględniane w nagrodach w klasyfikacji generalnej) uplasowały się daleko za czołówką rajdu z najlepszym zawodnikiem na pozycji 23.
Miejsce w pierwszej 10 zapewniało 60 punktów karnych (miejsce pierwsze 30 punktów), różnice pomiędzy zawodnikami były bardzo nieduże i walka o podium trwała do ostatniego RT (Artur – walczyliśmy do ostatniej bramy pomiarowej i o taką zabawę w tym wszystkim chodzi
).
Trasa rajdu nie była skomplikowana nawigacyjnie (była też idealnie opisana w roadbooku i odległości zgadzały się co do przysłowiowego metra) – trudno jest jednak skomplikować trasę w górach gdzie biegnie jedna droga.
Samochody biorące w rajdzie były fajnie zróżnicowane – począwszy od 3 zjawiskowo pięknych egzemplarzy Bentleya (z lat 1940-1951), poprzez Austina Healeya 3000, MGB, Porsche 356, mocną ekipę Mercedesów W113 po pięknego Peugeota 404 Coupe i Lamborghini Espada 400GT czy wreszcie Lancie Deltę Integrale HF w klasie YT. Trudno byłoby się zdecydować, które auto było najciekawsze ale mnie chyba najbardziej urzekła Espada.
Rajdy Triskeliona nie są tanie ale odwdzięczają się zakwaterowaniem i wyżywieniem na najwyższym poziomie. Organizatorzy przewidując rozłożenie zmagań rajdowych na 4 dni zakładają element towarzyski i możliwość zwiedzania miejsc w których rajd się zatrzymuje – nie ma tutaj napięcia czasowego, zawodnicy mogą wspólnie spędzić czas – poznaliśmy się dzięki temu bliżej i dla mnie jest to duża wartość.
Wszędzie byliśmy mile widziani, rajd budził zainteresowanie w mijanych miejscowościach, bazy noclegowe były przewidziane w historycznych centrach Alba Iulia i Sighisoary, szczególnie spektakularny był postój i „parc ferme” na ryneczku starówki w tym ostatnim mieście.
Rumunia jest krajem z największą populacją niedźwiedzi w Europie – my nie mieliśmy okazji zobaczyć misia ale jedna z kolejnych załóg już tak (obecność niedźwiedzia w okolicy sygnalizowana jest lokalnym odpowiednikiem alertu RCB). Przyroda Karpat to temat na osobną opowieść – powiem tylko, że jest dziko, pięknie i nie ma ludzi oraz zabudowań, tylko lasy i góry – warto pojechać tam na wakacje, nie tylko rajdowe.
Na koniec trochę rajdowej statystyki. Sam rajd z dojazdami na stacje benzynowe (niestety wszędzie jest tylko paliwo E10, nie spotkałem E5 choć podobno się zdarza) to 826 km, cała wyprawa to 2843 km przejechane w 6 dni. I jeszcze o spalaniu klasyków – spokojny dojazd do Rumunii pozwolił mi po raz pierwszy zobaczyć w 323i średnią z 7 z przodu (co prawda było to 7,99 l/100km) natomiast w czasie rajdu było to średnio 8,9 do 10,2 l/100km – moim zdaniem bardzo dobre wyniki jak na silnik 2.3 R6 z wieloma podjazdami pod górę i częstym używaniem 2 i 3 biegu.
Podsumowując – świetnie przygotowana impreza, ciekawa trasa, spektakularne widoki i super ludzie, ze fajną polską grupą, która na rajdzie osiągnęła bardzo godne wyniki.
Czy pojedziemy po raz kolejny? Na pewno.
Dominik Gałkowski
