Dominik Gałkowski po raz pierwszy wystartował w rajdzie na regularność przed niespełna dwoma laty. Szybko dał się ogarnąć nowej pasji, angażując również żonę – Ninę, w charakterze pilota. W ubiegłym roku wzięli udział w dwóch długich rajdach organizowanych Polsce, a jesienne Grand Prix Polski Pojazdów Zabytkowych dopełniło dzieła uzależnienia. Na obecny sezon planują szereg startów – również zagranicznych, a pierwszym z nich był zakończony wczoraj 2. Rallye Český Krumlov Revival
Drugą z polskich załóg stanowili Jakub Chwalba i Stanisław Kulczycki, mogący pochwalić się równie krótkim rajdowym stażem jak Dominik i Nina.
Poniżej, jeszcze gorąca relacja załogi Dominik Gałkowski/Nina Białkiewicz – Gałkowska z zagranicznego debiutu.

Relacje z przebiegu rajdu pojawiały się na bieżąco w grupie „Wszystko co chcielibyście…..” więc ja napiszę mniej o samym przebiegu zmagań a więcej o naszych przeżyciach, obserwacjach i organizacji rajdu. Zacznijmy od początku – przed dniem zero. Po pierwsze skąd wiemy o rajdzie? Prosta sprawa – z postu Rajdo w naszej grupie i z kalendarza, który Rafał opublikował.
Co robimy na ostatnią chwilę, na wiosnę, na parę dni przed rajdem? Zgadliście – serwis samochodu! U nas co prawda nie było żadnej tragedii ale nowe przewody paliwowe, nowe końcówki drążków oraz szybki pomysł ze zmianą sprężyn na progresywne Eibachy spowodował, że auto odebraliśmy na dzień przed wyjazdem. Ponieważ zapowiadana była typowo marcowa pogoda założyliśmy zimowe opony Conti (sprawdziły się bardzo dobrze) z felgami, które i tak chciałem przymierzyć.
Dojazd – również standardowo, popołudniu, po pracy i wieczorem na miejscu, bez godnych odnotowania przygód – niecałe 570 km, w Mercedesie c124 to sama przyjemność (może jestem – na pewno jestem – skrzywiony na punkcie klasyków, ale uważam że stare fotele są chyba nawet wygodniejsze od fikuśnych wielokonturowych wynalazków w nowych modelach). Cesky Krumlov – to malutka perełka w sercu południowych Czech, bajkowe miasteczko, które może stanowić gotową scenografię filmową. Klimatu dodaje opływająca centrum Wełtawa i średniowieczny zamek, dominujący na nadbrzeżnych skałach.
Dzień pierwszy – rano dojazd na plac przy browarze (a jakże – przecież jesteśmy w Czechach!) i tam zorganizowane na luzie: odbiór administracyjny, odbiór techniczny i odprawa. Rajd rozpoczyna się wczesnym popołudniem – trasa pierwszego dnia to z dojazdami około 300 km. Itiner przygotowany profesjonalnie, przypominający skrzyżowanie tych znanych nam z #R1000M/R1000L oraz #GPPPZ, odległości pomiędzy sytuacjami wymierzone idealnie. Organizatorzy zapewnili pomiary za pomocą urządzeń GPS z własnymi bateriami (zdublowanych) – plus za wygodę dla użytkowników, uczestnicy mieli dostęp do wszystkich dokumentów rajdowych i wyników poprzez aplikację Sportity. Ponieważ to był nasz pierwszy zagraniczny rajd mogę powiedzieć, że po paru rajdach w Polsce nic nas nie zaskoczyło.
Ruszamy – pierwszy miły akcent to start przejeżdżający przez ryneczek i wąskie uliczki starego Krumlova (stare miasto co do zasady jest zamknięte dla samochodów) – zarówno w Krumlovie jak i na całej trasie rajdu bardzo wiele wyrazów sympatii dla uczestników od przypadkowych widzów, atmosfera rajdu robi się przez to bardzo przyjemna. Trasa poprowadzona w zdecydowanej większości bocznymi drogami, po polach, pagórkach i lasach – dużą zaletą był minimalny ruch, który mógłby kolidować z rajdem – nam na całej trasie zdarzyła się tylko raz sytuacja w której samochód nieuczestniczący w rajdzie przyhamował nas poniżej i tak niskiej w tym miejscu średniej RT, ale po chwili gdy zorientował się w sytuacji zjechał na pobocze aby nas przepuścić do przodu.
Średnie prędkości zostały ustalone na bezpiecznym poziomie a drugiego dnia, z uwagi na pogorszenie pogody zostały zarządzone obniżone prędkości na wszystkich odcinkach (razem było ich 20 – 10 pierwszego dnia, w tym 2 nocne i 10 drugiego dnia – najkrótszy w RT-ków miał ponad 5 km a najdłuższy niecałe 36 km). Klasycznie organizator przewidział karne punkty za naruszenie BRD (obie polskie załogi jechały przepisowo i punktów nie zdobyły), co warto wspomnieć dla załóg FIA były też za takie naruszenia przewidziane kary finansowe i to całkiem słone.
W ramach przystanków dojeżdżamy pod elektrownię atomową w Temelinie jak również wjeżdżamy na rynek Czeskich Budziejowic.
Drugi dzień rajdu wita nas ochłodzeniem – a w ciągu dnia deszczem i deszczem ze śniegiem, który na jednym z odcinków funduje drogę pokrytą w lesie cieniutką warstwą mokrego śniegu-błota śnieżnego, ocieramy się więc o prawie zimowy etap rajdu, co samo w sobie jest atrakcją. Drugiego dnia przerwa odbywa się na rynku w zabytkowych Prachaticach. Kończymy po przejechaniu około 270 km na rynku w Krumlowie. Po rajdzie odbywa się obiad dla wszystkich załóg w lokalnej restauracji, z tradycyjnymi knedlami, kelnerki kuszą piwem ale załogi twardo odmawiają – spokojna jazda pozwala nam wrócić przez północą do Krakowa – razem 1726 km w ciągu 3 dni, masa pozytywnych emocji, wiele doświadczeń do przemyślenia przed kolejnymi rajdami i 100% postanowienie – na pewno będziemy chcieli wrócić na kolejną, 3 edycję Rally Cesky Krumlov Revival.
